Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

To początek czy... koniec?

wtorek, 29 sierpnia 2006 14:10

Co ślub zmienia w życiu kobiety? Kiedyś normą było przejęcie nazwiska męża, ale dziś coraz więcej nowoczesnych mężatek zostaje przy swoim albo przyjmuje dwuczłonowe nazwisko. To znak czasu. Kobiety chcą zachować nazwisko jako część swojej tożsamości.

Czy ślub to początek, pierwszy rozdział wspólnego, szczęśliwego życia..? A może to już koniec? Koniec romantycznych uniesień i złudzeń - utracona wolność i uporczywa, dopadająca nas szarość dnia codziennego..?
Czy ślub coś zmienia? Zdania są podzielone.

Grażka uważa, że ślub wszystko zmienia na gorsze: "Oczywiście, że ślub zmienia - daje przynależność, tak jak rzecz. Ślub zmienia człowieka, już nie musi sie starać, ma Ją/Jego więc... już nic nie musi, czuje się niezagrożony i TAKI NORMALNY, taki jak wszyscy (...) Jestem zdecydowaną przeciwniczką ślubu... "

O tym, że ślub niewiele zmienia i jest tylko formalnością
przekonuje Sara: "ja wzięłam ślub po 3 miesiącach znajomości (...) jesteśmy do tej pory razem, a to już 12 lat szczęśliwego udanego malzenstwa. Myślę, że niekiedy ten papierek jest tylko pomocą i ma się tę satysfakcję, że zawsze jest ta druga połowa, na którą można liczyć."

Doświadczona uważa natomiast, że ślub zmienia zwłaszcza podejście mężczyzny do związku: "mężczyzna z reguły ma uchyloną furtkę i w razie konieczności podstawowym argumentem jest "przecież jestem wolny(!!), mam prawo do swobody, nie jesteś moją żoną... Tak naprawdę kobieta traktuje swój związek jak małżeństwo, a mężczyzna tymczasowo, na czas nieokreślony. Ślub stawia mu jednak granicę, przed którą przynajmniej się zastanowi. Każdy związek przeżywa kryzysy, a czy ze ślubem, czy nie i tak należy pielęgnować, odświeżać i dbać. "

"Życie bez ślubu to jak praca bez umowy" -
mówi Żonaty od 29 lat i kontynuuje: "cudownie jest ogłosić całemu "światu" swoją decyzję. Kupić przyszłej żonie bukiet z orchidei (kogo dzisiaj stać na taki gest:) Cudownie być obsypanym ryżem na szczęście, ucałować swoją ukochaną w świetle jupiterów. A potem przetańczyc całą noc, a nawet i więcej :) Cudowne były to chwile :)"

O pozytywach małżeństwa
jest przekonana także Małami: "Jesteśmy z mężem razem już od kilkunastu lat, jest moim najlepszym przyjacielem. Cudownie było widziec na ślubie wzruszenie rodziny i serdecznych przyjaciół, którzy zawsze byli z nami, mówili nam że dzień naszego ślubu to święto dla nich wszystkich, bo potwierdza, że jak ludziom na sobie zależy, to wszystko musi sie udać. Nie chodzi tylko o "papier" czy naciski rodziny, to poważna decyzja, którą podjeliśmy całkowicie świadomie."

A jak ślub zmienił Wasze życie? Podzielcie się z nami swoimi refleksjami...

komentarze (16) | dodaj komentarz

On mruk, ona - dusza towarzystwa

piątek, 25 sierpnia 2006 12:57
Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Czy jednak rzeczywiście związek, w którym partnerzy mają inne oczekiwania i potrzeby, ma szanse powodzenia..? Jak sprawić, by nasza relacja była szczęśliwa mimo tego, że mamy różne temperamenty

Różnice objawiają się w różnych sytuacjach. Ot, choćby życie towarzyskie.
Jak opowiada Towarzyska, jej partner "ma ksywkę 'mruk' i nic dziwnego - nasze spotkania z przyjaciółmi polegają na tym, że ja gadam jak najęta, a on milczy i słucha (...) jak przychodzą do nas goście, on siedzi w fotelu i milczy... kiedy jesteśmy sami - jest dowcipny i wesoły. Jak to wytłumaczyć?"

Jedyne rozwiązanie to pokochać partnera takim, jakim on jest ;)A co zrobić, kiedy my potrzebujemy czułości, a naszemu partnerowi miłosne gesty przychodzą z trudnością a słowa "kocham" ciężko przechodzą przez gardło..? Albo kiedy różnice temperamentów dopadną nas... w sytuacjach intymnych? To może być prawdziwym problemem, z którym ciężko będzie się uporać.

Marcin opowiada o swoim problemie: "Bardzo się kochamy z żoną, ale jest jedna rzecz, która nas różni. Sex - ja lubię często, jej starcza raz na dwa tygodnie, a właściwie to chciałaby się tylko troche poprzytulać. Zdaję sobie sprawę, że nie mozna się rozstać z powodu różnic w jednej dziedzinie życia, ale coś muszę z tym zrobic..."

Odezwały się głosy osób z podobnym problemem, choćby Lena "Mam odwrotną sytuację, kocham, jestem kochana, roczny związek nadal pachnący świeżością, ale słabo rokujący, gdyż potrzeby seksualne moje przewyższają o głowę potrzeby partnera... Wiem, że będzie gorzej, ponieważ u mężczyzn poziom tych potrzeb spada wraz z obnizeniem testosteronu, czyli z wiekiem, u kobiet zaś "apetyt rośnie w miarę jedzenia..."

Czy ludzie o tak odmiennych potrzebach mają szansę znaleźć porozumienie? A może mimo tego, że przeciwieństwa się przyciągają niczym magnes, tylko osoby podobne stworzą trwałą i szczęśliwą relację?
Szczęściara uważa, że właśnie dlatego trafiła los na loterii: "oboje jesteśmy wyluzowani, pełni życia, energiczni, czasami nie musimy nic mowić, wystarczy spojrzenie, aby odgadnąc co drugie ma na mysli. Doskonale do siebie pasujemy, uważam się za szczęściarę!!!"

A jak to jest w Waszych związkach? Szukacie drugiej połówki czy raczej kierujecie się zasadą "wody i ognia"?

komentarze (12) | dodaj komentarz

Facet jak malowany

wtorek, 22 sierpnia 2006 12:13
Kobiety od zawsze narzekały, że mężczyźni o siebie nie dbają, boją się kosmetyczki, stronią od fryzjera, a zakup nowej koszuli najchętniej zlecają narzeczonej... No i mamy, czego chciałyśmy ;) Panowie powoli zmieniają swoje podejście do tradycyjnego wizerunku "prawdziwego mężczyzny". Na półce w łazience, poza podstawowym mydłem i dezodorantem, coraz częściej pojawiają się inne kosmetyki. Odwiedzają solarium i gabinety kosmetyczne, fundują sobie "odjazdowe" fryzury i depilują zbędne ich zdaniem owłosienie... Co my na to? Do którego momentu zadbany znaczy męski?, a kiedy staje się to zwyczajną przesadą?

Łukasz lubi po prostu zadbać o swój wygląd: "Mam 23 lata i właśnie pomału zaczynam używać innych, niż "te podstawowe", kosmetyków. Już mnie nie bawią cienie pod oczami, bedące wynikiem nieprzespanych nocy, pory na nosie oczyszczam tonikiem (...) myślę, że to dobry kierunek zmian w moim życiu."

Asienka wyznaje zasadę: wszystko, ale z umiarem: "jestem jak najbardziej "za" pielęgnacją meżczyzn! facet musi być zadbany, ładnie pachnieć i dobrze wyglądać! nie przeszkadzałby mi, gdyby mój facet chodził do kosmetyczki, używał kremów, pomadki ochronnej, ale korektor, fluid, a nawet tusz do rzęs to chyba juz przesada... kobietki lubią czułych i delikatnych mężczyzn, ale panowie - nie pozbawiajcie się też męskości."

Mister_X jest oburzony takim podejściem do męskości i uważa, że "facet nie jest od tego, żeby być "piękny", chyba że pracuje w branży rozrywek seksualnych... Tak długo, jak długo jest czysty i nie śmierdzi, wszystko jest ok.


Iness wydaje się podzielać zdanie o umiarze: "jeśli chodzi o moje zdanie, to facet powinien używać podstawowych kosmetyków - żel do ciała, woda po goleniu, dezodorant, jakiś krem do rąk i to powinno wystarczyc. Sama nie chodzę do solarium, nie "tapetuję" sobie twarzy i nie zniosłabym tego gdyby mój facet to robił. Nie podoba mi się taka sztucznośc (...) Zadbany mężczyzna to mężczyzna czysty i ładnie pachnący perfumami, a nie po solarce kosmetyczce czy innym gabinecie :)" A więc Panowie, dbajcie o siebie, nie zapominając o umiarze ;)

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie ma miłości bez zazdrości?

czwartek, 17 sierpnia 2006 16:25
Już słynna polska diva, Violetta Villas ;) śpiewała, że "nie ma miłości bez zazdrości, nie ma zazdrości bez miłości. Miłość przychodzi razem z zazdrością, a zazdrość odchodzi razem z miłością..." Czy to rzeczywiście prawda "stara jak świat"? A może w dobrym związku, w którym jest zaufanie, nie ma miejsca na to uczucie..?

Obawa przed utratą partera wydaje się być naturalna i, racjonalnie dawkowana w niewielkich proporcjach, może wręcz ożywiać wzajemne relacje. Zazdrość potrafi być też jednak niszczycielska... dla związku, dla partnera, dla nas samych... Warto zastanowić się nad kilkoma sprawami, które dotyczą
"zazdrośnic"

O co jestesmy zazdrosne? Przede wszystkim o inne kobiety... znajome, koleżanki z pracy, a nawet jak się okazuje o nieosiągalne gwiazdy szklanego ekranu.
O tym opowiada Kina23: "Męczy mnie moja zazdrośc i niestety nie umiem sobie z nią poradzić (...) jestem zazdrosna nie o koleżanki z pracy, nie o kolegów, nie przeszukuję kieszeni, ani nie sprawdzam telefonu mojego faceta. Moja zazdrośc daje o sobie znać, gdy razem z moim chlopakiem oglądamy filmy i są tam piękne kobiety, na które on patrzy, to mnie aż skręca. Mimo, że on mi mówi, że jestem śliczna, zgrabna, że mnie kocha - to wiem, że w porównaniu z tymi pięknościami z TV wychodzę blado..."

Skąd w nas zazdrość? Podświadomy lęk przed rozstaniem, kompleksy na punkcie własnej atrakcyjności... Bywa też, że to partner "uczy" nas bycia zazdrosną i nie potrafimy już inaczej...
Mysza opowiada: "Ja przez 7 lat byłam w związku z notorycznym oszustem. Przez niego stałam się mistrzynią w szpiegowaniu, podglądaniu, węszeniu i wszelkich innych metodach detektywistycznych (...) W końcu na szczęście cierpliwość moja wyczerpała się i odeszłam. A on dalej uprawia ten swój sport z kolejnymi partnerkami."

Co można zrobić, by zazdrość nie zrujnowała naszego związku?
Sarnooka zna tylko jeden sposób: "Nie ma milości bez zaufania! Problem leży w tym, że my miłoscią nazywamy wszystkie zauroczenia, fascynacje, zakochania... A one nic wspólnego z miłością nie mają :-( Kiedy się spotyka tą prawdziwą miłość, nie ma potrzeby pytać o zaufanie, bo ono jest :-) Milosc nie daje podstaw do braku zaufania :-)"

komentarze (10) | dodaj komentarz

Seks według kobiety

poniedziałek, 14 sierpnia 2006 14:25

 Fakty nie napawają optymizmem. Według raportu Durexa, 40% kobiet nie jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego... Seks wedłyg kobiety jest często bolesny, trudny i nieprzyjemny. Nie to jest jednak najgorsze. Kobiety przeżywają swoje frustracje seksualne w milczeniu, powodowane strachem, wstydem albo troską o partnera, nie dzielą się swoimi problemami. Wolą udawać, że jest im dobrze, niż rozmawiać...  Są w tym prawdziwymi mistrzyniami, śmiało można to określić mianem "Gry doskonałej." Co Wy na to?

Madzia ostrzega : "Aż wstyd się do tego przyznać, ale od 3 lat udaję przed swoim partnerem orgazm. Prawdziwe szczytowanie mialam zaledwie kilka razy. Żaluje,ze mu od poczatku nie powiedzialam, (...) męczy mnie fakt,że ja nie mogę czerpać z tego pełni przyjemności... dziewczyny, aby nie powtarzać mojego błędu NIE UDAWAJCIE!, bo to do niczego dobrego nie prowadzi,a wywołuje same szkody."

H. radzi szczerą rozmowę i opowiada: "Na początku, jak byłam z moim mężczyzną przez pierwsze 3-4 miesiace nic tylko udawałam, czułam sie źle i juz nie chciałam sie kochać. Dopiero potem wyczytałam, że kobieta musi nauczyc sie orgazmu, zastosowałam kilka sposobów m.in zmiana pozycji czy też powiedziałam mu aby dotykał mnie w róznych miejscach... i udało się."

Miki uważa, że za przyjemność kobiety odpowiedzialny jest mężczyzna: "To Mężczyzna powinien dbać o to, byście czuły się zaspokojone. Jeśli jest inaczej, widać nie przykłada się do was zbytnio."

Ewa ma odmienne zdanie: "Czy to tylko zalezy od Niego?...To zależy od dwojga. Wierzę, że jeżeli ludzie się kochają, sypialnia nie będzie polem minowym. I jeszcze coś: myślę, że kobiety najpierw muszą same zaakceptować swoją fizyczność i pozbyć się wstydu. Przecież jesteśmy piękne..."


 

komentarze (22) | dodaj komentarz

Pokolenie beztroski?

czwartek, 10 sierpnia 2006 11:16

Kobiety odkładają macierzyństwo na bliżej nieokreślone "kiedyś" Dlaczego tak się dzieje? Czy chodzi o utratę beztroski i odcięcie od "normalnego" życia towarzyskiego? Albo strach o stabilność materialną? A może to kwestia priorytetów: młode kobiety w pierwszej kolejności decydują się na rozwój i karierę, macierzyństwo zostawiając na potem? Podejrzałysmy, jak rozwiązujecie dylemat "najpierw dziecko czy kariera?"

Doti uważa, że nie chodzi tylko o karierę, to także "obawa przed utratą stałych dochodów. Karierę robi się głównie po to, by żyć godnie, za godne pieniądze (...) nikt nie powie,że nie odgrywają kluczowej roli, kiedy ma się dziecko."

Rzeczywiście, trudno zaprzeczyć tym racjonalnym argumentom. Na sytuację materialną powołują się także inni. Załamana pisze, że pragnie dziecka, "tak samo jak mój partner, jesteśmy dojrzali do tego, by stać się rodzicami. Ale co z tego??? Oboje pracujemy w prywatnych firmach, wstajemy o 7. rano i o 7. wieczorem jesteśmy w domu! Ups - przepraszam - w wynajmowanym mieszkaniu, bo na własne nas na razie nie stać. I jak tu mieć dziecko! :(((" 

Marconi uważa, że decyzja o dziecku jest odkładana na bliżej nieokreślone kiedyś, ponieważ "jestesmy pokoleniem powoli dojrzewającym". I kontynuuje: "Mam 26 lat, jestem matką dwóch dziewczynek. Myślę, że jako pokolenie jesteśmy mniej dojrzali, niż nasi rodzice w naszym wieku. Studia wydłużają okres beztroski i ciężej jest nam podejmować decyzję o założeniu rodziny. Artykuł wylicza rozmaite problemy i lęki, których młodzi ludzie doświadczają stając w obliczu dylematu posiadania dzieci. Nie zapominajmy jednak, jak wiele dają nam dzieci (...) macierzyństwo i ojcostwo nie muszą być balastem, wszystko zależy od nastawienia!!!"
A zatem pokolenie egoizmu i beztroski czy... pragmatyzmu?
Co sądzicie na ten temat? Najważniejsze, by określić swoje priorytety w życiu i postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Sprawa bardzo intymna

poniedziałek, 07 sierpnia 2006 11:52

Materiał zatytułowany " Mężczyźni marzą o jednym?", w którym zastanawiałyśmy się, jakie fantazje drzemią w mężczyznach, wywołał prawdziwie gorącą dyskusję. Temat seksu zawsze wzbudza wiele emocji. W Waszych rozważaniach poszliście jednak o krok dalej, niż zakładał temat artykułu. Zastanawialiście się, czym jest seks dla współczesnego człowieka i co wynika z tego, że przestał być tematem tabu... Dyskusja podzieliła Was na obrońców intymności oraz orędowników "swobody i wolności".

Sanja uważa, że "w naszych czasach tj. przez ostatnie, powiedzmy 10 lat, sex jest czymś, co po prostu nas zaspokaja. Można wywnioskować, że obecnie wiążemy się tylko dla sexu i pieniędzy, nie ma czasu na prawdziwy związek... Nikt nie chce tak naprawdę dawać od siebie:/ Boimy się. Jesteśmy egoistami. Artykuły i komentarze na kobieta.wp pisze mnóstwo osób, które przeważnie mają problem z "partnerem", ale nie chcą rozmawiać z nim o tym, bo "coś tam".... Co się porobiło?! Przecież sex jest sprawą BARDZO intymną dla każdej pary... Przynajmniej powinien taką być..."

O tym, że seks zamiast intymną sprawą między dwojgiem ludzi, stał się "sprawą publiczną"
mówi też Busta28: "Problem nie jest prosty tak, jak natura człowieka nie jest prosta. To, że mamy fantazje nie ulega wątpliwości, ale spełnienie ich z ukochaną osobą jest największą z nich. A co do zaufania - występuje tylko między dwojgiem ludzi, którzy nie mają wobec siebie żadnych tajemnic. Generalnie żyjemy w czasach, w których sex jest towarem na sprzedaż, wystarczy spojrzeć na reklamy i tytuły prasowe, które ociekają sexem. NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ!"

Pabloo dostrzega same plusy tego, iż seks przestał być tematem tabu: "zastanawiam sie, gdzie jest granica miedzy erotyzmem, sexem, milością... przyznacie mi chyba rację, że ostatnio raczej granica ta zaciera się, i ja twierdzę, że dobrze... dlaczego? bo potrafimy już mowić o sexie, być bardzo erotyczni, a będąc w związku nie mieć żadnych tabu przed sobą... a to, czy, jak, gdzie i z kim to robimy... to wola i prawo każdego z nas..."

A Wy, po której stronie barykady się odnajdujecie? A może, jak niemal we wszystkim receptą jest złoty środek?

komentarze (5) | dodaj komentarz

Na ile lat wyglądam..?

czwartek, 03 sierpnia 2006 13:57
Czy jestem gruba? Ile kobiet miałeś przede mną? Co mam na siebie włożyć? Dlaczego Twoje skarpetki lądują na podłodze?
Jest szereg pytań, których zadawanie jest co najmniej niepotrzebne... choć są kuszące :) Dlaczego? Może są po prostu pytania, na które nie ma dobrej odpowiedzi :) A może mężczyźni nie przywiązują wagi do tego, co dla nas ma takie znaczenie? A poza tym, chyba każdy z nas chce zachować pewne sprawy wyłącznie dla siebe...
Oto, co sądzicie na temat tego, czy w związku istnieją tzw.
zakazane pytania.

Majka pisze, że "ważne jest, jak konstruujemy pytanie i... czy naprawdę chcemy znać szczerą odpowiedź." Chcemy:)?

Zakochana chciała, ale teraz żałuje: "chociaż ciekawość zżerała, to, co usłyszałam mnie rozczarowało i wcale nie było mi lepiej".

A więc dylemat: pełne zaufanie czy szczerość do bólu?
Może rację ma Munk: "Najważniejsze jest zaufanie... absolutna szczerość prędzej czy później doprowadzi do rozstania... w związku powinny być 3 wyspy... wspólna i osobna dla niej i dla niego... na prywatną wyspę nie ma wstępu"

A na to Mały Iruś: "Szczerość jest najważniejsza i zadawanie pytań nie powinno dziwić."

A może przyjąć, że rację ma Zakochana, mówiąc: "Dla naszego faceta jesteśmy idealne :)"? Wówczas wszelkie pytanie staną się zbędne :)

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 15 marca 2010

Licznik odwiedzin: 846666

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Regulamin bloog.pl

Regulamin serwisu

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 28.02.2010 17:19:29
  • autor: Piotr
  • treść: Kobieto ciekawa życi...